Dzisiaj ewidentnie zdziwiła mnie jedna rzeczy w tłumaczeniach PO dotyczących finansów. Tusk, co było oczywiste, nie mówił o faktach i zgonił wszystko na PiS - wprowadzili obniżkę podatków, przez co zmniejszyły się dochody państwa. Wszystko świetnie, ale było to 3 lata temu. Potem do władzy przeszedł Tusk. Teraz, po 3 latach mówi, że rządził 3 lata: obradował w sejmie, senacie, w rządzie, uchwalił 2 budżety, cały czas dźwigając na karku tą tragiczną decyzję PiSu...

Więc ja się pytam: co pan Tusk robił przez 3 lata w sejmie, senacie, w rządzie, przy pracach nad budżetami, by zapobiec tej sytuacji? Czy na powrót podwyższył ów bardzo niekorzystny podatek? Czy może podjął jakieś działania, aby wydawać mniej co spowodowałoby bilans "na zero" przy jednoczesnym zachowaniu obniżonego podatku? Odpowiedź jest jedna: NIE ZROBIŁ NIC. Nie jest to wina PiSu - bo kiedy oni rządzili, nic tak złego się nie działo żeby musieć podwyższyć VAT - a czy teraz by do tego co się dzieje dopuścili? TEGO NIE WIE NIKT.

Obwinianie więc PiSu za brak reform jest pozbawione sensu, zwłaszcza, że było to 3 lata temu. To tak, jakby 40-letni mężczyzna mówił, że nie jest prawnikiem, bo w dzieciństwie nie miał swojego pokoju - równie głupia argumentacja.